wtorek, 30 października 2012

"Emma" reż. J. O'Hanlon


Reżyseria: Jim O'Hanlon
Gatunek: kostiumowy
Czas trwania: 4 odc. x ok. 50 min (200 min.)
Kraj / Rok produkcji: Wlk. Brytania 2009



Drugim serialem z pakietu „Jane Austen”, który obejrzałam wraz z siostrą była „Emma”. Serial w 2009 roku został wyprodukowany przez BBC – co bardzo dobrze już na początku świadczy o walorach kostiumowych i scenograficznych. Do tego dochodzi ciekawa obsada aktorska – kolejny raz raczej niszowa, występująca głównie w innych krajowych produkcjach. Mnie to jednak bardzo cieszy, ponieważ mam dość ciągłego widywania tych samych twarzy. Jedyne złe wrażenia? Okładka – Emma wygląda na niej zdecydowanie zbyt „staro” i zupełnie nie oddaje jej urody, nie wiem dlaczego właśnie takie zdjęcie wybrano, ale uważam, że to błąd, w końcu często okładka ma duży wpływ na dokonanie zakupu. 


Wspaniała, klasyczna historia miłosna. Młoda kobieta jest tak skupiona na układaniu życia uczuciowego innym, że nie zauważa, co dzieje się wokół niej samej. Piękna, mądra i majętna Emma Woodhouse obserwując szczęśliwe związki swojej starszej siostry i guwernantki jest przekonana, że małżeństwa te są zasługą jej wyjątkowych umiejętności swatania, choć w rzeczywistości była jedynie świadkiem rozkwitającej miłości. Dziewczyna postanawia dalej wykorzystywać swój talent i skupia uwagę na sympatycznej, choć niezbyt lotnej i niezamożnej Harriet. Odradza jej przyjęcie oświadczyn miejscowego właściciela ziemskiego, uważając, że młoda panna zasługuje na kogoś lepszego – na przykład wyjątkowo dobrze sytuowanego pana Eltona. Poczynaniom Emmy z dezaprobatą przygląda się sąsiad Woodhouse’ów, pan Knightley. Uważa, że Emma wzbudza w Harriet niepotrzebne nadzieje i zaprzepaszcza jej szanse na dobry ożenek. Niepokorna Emma sądzi jednak, że to ona wie najlepiej, co dobre dla jej przyjaciółki. /Best Film


Jak to bywa u Jane Austen mamy przed sobą miłosną historię, angielskie dwory, ciekawe postacie i piękne scenerie. Ramola Garai świetnie oddała charakter Emmy – była inteligentna, zabawna, przekonana o własnej wartości, ale także odrobinę próżna. Jej zabiegi mające na celu uszczęśliwienie wszystkich dookoła sprawiały, że sama zapomniała o miłości, i prawie by się z nią minęła. Pozostali aktorzy także „nie razili”, a nawet doskonale się uzupełniali i sprawili, że ta ekranizacja była pełna. Duża doza humoru, zabawnych sytuacji i postawy poszczególnych bohaterów sprawiły, że „Emmę” ogląda się przyjemnie i mimo, że to serial to chce się poznać go od początku do końca bez dzielenia na odcinki. 



Stroje z epoki, dwory i wybrane krajobrazy sprawiły, że znów zatęskniłam do pięknej Anglii z początku XIX wieku. Wiem  że i dziś znalazłabym tam takie miejsca (przecież serial był nagrywany zaledwie 4 lata temu) – dlatego wyprawa na Wyspę coraz bardziej mnie kusi. Wszystkiego dopełnia świetna muzyka. 

„Emma” to bardzo dobra propozycja na wieczór lub niedzielne popołudnie. Szczególnie, gdy za oknami pada śnieg, a scenografia serialu przenosi nas w piękne i upalne lato. BBC kolejny raz udowodniło, że ich produkcje są dopracowane i przyjemne dla oka.
 

Kilkanaście książek na sprzedaż

Książki mnie wręcz zalewają, mało kiedy udaje mi się jakoś dobrze wymienić książki (na które także nie mam czasu), więc postanowiłam trochę ich sprzedać.Podane ceny zawierają przesyłkę.

Wszelkie informacje na Targu z Książkami i przez e-maila: edith26@gazeta.pl



poniedziałek, 29 października 2012

"Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem" I. Meyza, W. Szabłowski


Wydawnictwo: Znak
Język oryginału: polski
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 300



Książka „Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem” była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie premierą w 2012 roku. Pierwszy raz usłyszałam o projekcie dziennikarskiego małżeństwa podczas spotkania z Witoldem Szabłowskim, w którym miałam przyjemność uczestniczyć na początku tego roku. Wizja odważnego powrotu do okresu PRL-u, z naszego kapitalistycznego świata była czymś, co bardzo mnie zainteresowało. I chociaż w ’81 nie byłam jeszcze nawet w planach rodziców, to jeszcze się załapałam na schyłek tego okresu, a przedmioty pamiętające Gierka były elementami mojego dzieciństwa. Czy samo kupienie malucha oraz wymienienie zawartości lodówki sprawi, że PRL ożyje? Przekonajcie się sami.

Izabela Meyza, Witold Szabłowski i ich córka – dwuletnia Marianna postanowili na pół roku odrzucić zdobycze techniki: komórki, laptopy, internet, karty kredytowe i wiele podobnych rzeczy i przenieść się do 1981 roku. Samochód wymienili na malucha, markowe ubrania na te, w których chodzili jeszcze ich rodzice, a nowy automat na starą Franię. Wynajęli nawet mieszkanie, które urządzone było jak za komuny, dodatkowo „ozdabiając” je kryształami, plakatami oraz wieloma elementami, które już przez samo spojrzenie na nie, przenosiły myślami obserwującego je człowieka 30 lat wstecz. Jak jednak znaleźć w nowoczesnej Warszawie komunę, słynne kolejki w czasach hipermarketów czy mięso spod lady w kiosku ruchu? O ile samo przeobrażenie i odrzucenie nowoczesności było dość łatwe, to pozostałe elementy trudno było uzyskać. Jednak autorzy osiągnęli chyba to, co chcieli – poznali na własnym przykładzie jak zmieniły się czasy, ludzie i dowiedzieli się jak obecny ustrój kształtuje zachowania i charaktery. 

Nie znam lat ’80 na tyle dobrze, by oceniać na ile wiarygodne było, to co próbowali odtworzyć dziennikarze. Pewnie niektórzy będą pisać i mówić o przejaskrawieniu przez nich problemów, z którymi borykali się wtedy ludzie, ale moim zdaniem warto zauważyć, że opierali się na źródłach z książek i wspomnieniach rodziny, znajomych oraz poznanych w czasie projektu osób. A przecież wiadomo, że ile ludzi, tyle ocen i spojrzeń na daną sytuację. Dla mnie była to niezwykle barwna, przyjemna i opisana żywym językiem historia osób, dla których PRL był elementem dzieciństwa. Dzięki Izabeli i Witoldowi poznałam wiele cudownych anegdot, fragmentów artykułów z prasy i książek, których pewnie nie miałabym okazji przeczytać. „Nasz mały PRL” pobudził mnie także do refleksji i zastanowienia, nad tym czy życie kiedyś było lepsze.  

Wcześniej pisałam o odwadze, i to jedna z najważniejszych cech, którą moim zdaniem popisali się dziennikarze. Pół roku w tamtych czasach, byłoby dość ciężkie dla każdego, kto przyzwyczaił się do obecnych wygód. Trzeba się jednak zastanowić czy nasze codzienne korzystanie z internetu i telefonów komórkowych nie robi z nas ludzi „ułomnych”, takich, którzy bez wujka Google i cioci Wikipedii nie potrafią posługiwać się mapą czy odszukać podstawowych informacji w encyklopediach i innych źródłach informacji. Może każdemu z nas przydałby się taki detox od nowoczesności, od utrzymywania „przyjaźni” przez komunikatory i zwyczajnego tracenia czasu – bo najczęściej właśnie tym jest spędzanie czasu przed komputerami. Jednak największą odwagą wykazała się żona Szabłowskiego, o tym, z czym musiała sobie radzić i z czym walczyć dowiecie się z książki.

Ten reportaż pobudził we mnie chęć wspominania, wypytywania rodziców i innych członków rodziny o to, jak było, jakie są ich wspomnienia z tego okresu. Dzięki temu dowiedziałam się, że moja mama, gdy pracowała w sklepie mogła np. sprzedawać tylko dwie rolki papieru, że niektórzy często przez cały dzień stawali po kilka razy do kolejki, by zdobyć zapas na jakiś czas. Podobnych historii było wiele, a rodzina chętnie opowiadała o wszystkich swoich doświadczeniach – cieszyłam się, że coś pobudziło mnie do takiej rozmowy z nimi. Sama także zastanawiałam się nad tym ile tego PRL-u było w moim dzieciństwie, i wydaje mi się, że bardzo dużo. Te wszystkie Franie, koniki na biegunach, drewniane klocki, paczki z Ameryki. Gdy patrzę na swoje dzieciństwo, to przypomina mi się fragment dotyczący wyjścia Izabeli z córką przed blok, ona też wspominała gwar, pełną piaskownicę, walkę o trzepak – ja też to pamiętam, i szkoda mi dzieci, których dzieciństwo w ostatnich latach ogranicza się do nowych gier komputerowych. Im coś ucieka, ale oni nie widzą różnicy – nie mają do czego odnieść swojej rzeczywistości, ja jeszcze mam i pamiętam, więc czuję się odrobinę bardziej szczęśliwa. 

Polecam – świetna książka i kawał dobrze zrobionej roboty.
 
TUTAJ kilka zdjęć z projektu.

niedziela, 28 października 2012

10 filmów na Halloween

Kilka dni temu proponowałam Wam listę 10 książek na Halloween. Dzisiaj za to zaprezentuję 10 filmów, które można obejrzeć w ten dzień. Moja lista będzie zawierać zarówno klasykę, jak i filmy animowane. Będzie strasznie, trochę zabawnie, ale ciągle w klimacie.

Szczególnie polecam pozycję z pierwszego miejsca - uwielbiam go! Oglądałam już wiele razy i przynajmniej raz w roku staram się go znów obejrzeć.



"Jeździec bez głowy" (1999)
Ichabod Crane (Johnny Depp) jest nowojorskim policjantem. Przybywa on do małej osady Sleepy Hollow, by rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw, które - jak twierdzą tamtejsi mieszkańcy - dokonywane są przez ukrywającego się w pobliskich lasach Jeźdzca bez głowy. Crane, w przeciwieństwie do mieszkańców, nie wierzy, aby w tym wypadku działały siły nadprzyrodzone. Jedną z niewielu życzliwych dla Crane'a osób jest Katrina Van Tassel (Christina Ricci), która pomoże mu w rozwikłaniu tej tajemniczej zagadki.


"Miasteczko Halloween" (1993)
Film animowany, którego akcja toczy się w mieście strachów i upiorów. Mieszkańcy (kukiełki) hucznie obchodzą swe święto. Mistrz ceremonii wyrusza na nocną przechadzkę, i przypadkowo trafia do normalnego świata, w którym obchodzi się Boże Narodzenie. Postanawia przygotować dla ludzi swą własną wersję Gwiazdki i porywa Świętego Mikołaja.



"Lśnienie" (1980)
Jack pracuje jako kurator w hotelu Overlook w górach stanu Colorado. Hotel jest zamknięty na zimę i Jack z rodziną są jedynymi mieszkańcami w budynku, który okazuje się nawiedzony.
"Nawiedzony" (1999)
W ubiegłym wieku pewien przemysłowiec zbudował dom, w którym chciał zamieszkać z żoną i dziećmi, ale szczęśliwe małżeństwo nie spełniło swych zapowiedzi. Sto lat później w domu zjawia się lekarz z trojgiem ludzi, którzy mają być poddani eksperymentowi. Chodzi o zbadanie dolegliwości związanych z zaburzeniami snu.
 

"Egzorcyzmy Emily Rose" (2005)
Nastolatka Emily Rose staje się ofiarą ataku demonicznych mocy. Poddana egzorcyzmom umiera, a ksiądz, który je przeprowadzał zostaje oskarżony o zaniedbanie i, w konsekwencji, śmierć dziewczyny. W sądzie broni go sceptycznie nastawiona do całej sprawy prawniczka, która jednak w miarę odkrywania prawdy zaczyna sobie zdawać sprawę z istnienia potężnych nadprzyrodzonych sił.



"Gnijąca panna młoda" (2005)
Victor ma ożenić się z Victorią - dziewczyną, którą wybrali dla niego rodzice. Kiedy młodzi spotykają się, zaczynają darzyć się uczuciem. Jednak na próbie ślubu zdenerwowany Victor nie potrafi wypowiedzieć poprawnie przysięgi małżeńskiej. Udaje się więc do lasu aby poćwiczyć i nakłada obrączkę na gałąź, która okazuje się być ręką nieżyjącej od jakiegoś czasu tytułowej "gnijącej panny młodej". Przyjmuje ona "oświadczyny" młodzieńca i zabiera go ze sobą do świata martwych.


"Totalna magia" (1998)
Zabawna opowieść o dwóch siostrach wywodzących się z prastarego rodu czarownic. Po śmierci rodziców Sally i Gillian wprowadzają się do posiadłości swoich ekscentrycznych ciotek, Jet i Frances. Pod ich okiem uczą się,jak uprawiać sztukę czarnoksięską. Dziewczynki nie wiedzą, że zakochując się, kobiety z ich rodu ściągają na siebie i swych wybranków śmiertelne niebezpieczeństwo. Gdy Sally jest już dorosła, postanawia zerwać z rodzinną tradycją i żyć jak zwykła dziewczyna. Tymczasem jej siostra Gillian lubi wykorzystywać swoje umiejętności, uwodząc mężczyzn. Jej postępowanie wywołują całą serię niefortunnych wydarzeń.

"Blair Witch Project" (1999)
Jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów. Trójka studentów szkoły filmowej wyposażonych w kamery wideo i podstawowy ekwipunek turystyczny, wyrusza na wyprawę w okolice Burkittesville, żeby nakręcić dokumentalny film inspirowany lokalną legendą o Wiedźmie z Blair. Legenda głosi, że od dwóch wieków w okolicznych lasach wiedźmy torturowały i zabijały dzieci. To co miało być prostym zadaniem zmieniło się w koszmar. Studentów już nigdy nie odnaleziono.


"Inni" (2001)
Grace wraz z dziećmi mieszka w olbrzymim domu mieszczącym się na wyspie u wybrzeży Anglii. Mąż Grace przebywa na wojnie i rodzina z niepokojem oczekuje nie tylko jego powrotu, ale każdej wiadomości od niego. Dzieci Grace cierpią na poważną chorobę, która uniemożliwia im przebywanie na słońcu. W związku z tym ich życie na wyspie reguluje szereg zasad, których łamać nie wolno. Pewnego dnia jednak Grace zostaje zmuszona do przyjęcia na służbę kilku mieszkańców wyspy. Wraz z ich przybyciem w posiadłości zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
 
"Smętarz dla zwierzaków" (1989)
Louis i Rachel wspólnie z dwójką swoich małych dzieci - Ellie i Gage - przeprowadzają się do małej wioski w stanie Maine. Pewnego dnia ginie pod kołami rozpędzonego samochodu ukochany kot Ellie. Louis postanawia pochować go na pobliskim cmentarzu dla zwierząt, na którym wiele lat temu grzebali swoich zmarłych Indianie z plemienia Micmaców. Po pewnym czasie ukochany kot dziewczynki wraca do domu i zaczyna dziwnie się zachowywać.

Moje propozycje są dość "stare" i pewnie większość osób je widziała. Jednak każdy z nich jest mi na swój sposób bliski, bo nie oceniam tu ich świetności, scenariuszów czy gry aktorskiej. Są to dobre filmy, które zachwyciły mnie na różnym etapie mojego zapoznawania się z filmowymi produkcjami. 

Chętnie poznam Wasze propozycje filmów grozy na wieczór Halloween.

piątek, 26 października 2012

"Rozważna i romantyczna" reż. J. Alexander


Reżyseria: John Alexander
Gatunek: kostiumowy
Czas trwania: 3 odc. x ok. 60 min (180 min.)
Kraj / Rok produkcji: Wlk. Brytania 2007



Jakiś czas temu otrzymałam od Best Film kolekcję filmów „Jane Austen”, w której skład wchodzą: dwie ekranizacje książek pisarki „Rozważna i romantyczna” i „Emma” oraz dwa filmy fabularne oparte na biografii autorki „Zakochana Jane” i „Jane Austen żałuje”. Pakiet dla fanów pisarki jest naprawdę świetnym wyborem. Ja czytałam inne jej powieści, więc nie byłam w stanie odwołać się do treści, ale to kilka naprawdę dobrze spędzonych godzin. Kino głównie dla kobiet, ale myślę, że także niektórzy mężczyźni aż tak bardzo by się przy nim nie nudzili. Nie chcę jednak pisać zbiorczego tekstu, więc rozpocznę w kolejności oglądania.

"Rozważna i romantyczna" to opowieść o siostrach Eleonorze i Mariannie Dashwood - dwóch młodych kobietach całkiem odmiennie postrzegających życie i miłość. Panny Dashwood po stracie ukochanego ojca zostają bez grosza. Zmuszone są wraz z matką i najmłodszą siostrą opuścić piękną rezydencję Normand Park, jednakże przed wyjazdem Eleonora ma okazję poznać mężczyznę o nienagannych manierach - Edwarda Ferrarsa.
Mistrz adaptacji literatury, Andrew Davies, tchnął nowe życie w klasyczną opowieść Jane Austen o miłości i namiętności. Młoda obsada i eleganckie spojrzenie nadają świeżości uwielbianej powieści dziewiętnastowiecznej mistrzyni romansu.  /Filmweb

Ekranizacja powieści Jane Austen tym razem w postaci serialu – niezwykle wciągającego, ciekawego i oddającego klimat Anglii XIX wieku. Dwie młode kobiety, ciężka sytuacja rodziny oraz pierwsze rodzące się uczucia. Losy obu śledzi się z zaciekawieniem, ale także smutkiem i współczuciem. Widz kibicuje im w życiowych wyborach i porażkach, podziwia za niektóre decyzje i dziwi się głupocie innych. Są przecież zwyczajnymi dziewczynami, a ich los podzielało pewnie wiele innych kobiet w XIX wieku. Jane Austen żyła w tych czasach i bacznie obserwowała różne sytuacje, a „Rozważna i romantyczna” miała swoje odwołania do młodości samej pisarki. Nie znam treści powieści, dlatego nie ocenię czy ekranizacja całkowicie się z nią pokrywa czy też bardzo od niej odbiega. Sam serial oceniam jako przyjemny i interesujący, trafiający od razu do widza, szczególnie kobiecego, bo jest tu cała gama emocji, a co wrażliwsze mogą nawet uronić kilka łez, bo powodów będzie aż nadto.




Młoda obsada, bez zbyt dużej filmografii, szczególnie, gdy spojrzy się na prawie nieznane główne bohaterki. Efekt? Świeżość, brak aktorów, których widziało się w setkach innych filmów. Nie widziałam ekranizacji z 1995 roku, ale już sama ilość w niej znanych nazwisk trochę mnie odrzuca. Jedno jest pewne – to kolejny serial kostiumowy, obok którego nie można przejść obojętnie, a nawet trzeba się zatrzymać i koniecznie obejrzeć. Fanów twórczości pisarki namawiać nie muszę, a pozostałych niech skusi historia, świetnie oddany klimat i piękne krajobrazy Anglii.
 

czwartek, 25 października 2012

10 lektur na Halloween

Wpis bierze udział w konkursie ZwB.

W USA nie mieszkam, Halloween odkryłam dość późno, i mimo, że go nie świętuję jakoś szczególnie, to bardzo podoba mi się cała otoczka dotycząca tego święta. Te wszystkie dekoracje, straszne filmy, przebrania i nawet potrawy. Nawet u nas jest to fajny pomysł na urozmaicenie 31 października, by nie był dniem/wieczorem jak co dzień. Osobiście bardzo lubię horrory i na pewno jakiś przeczytam lub obejrzę w przyszłą środę.




Ja jednak chciałabym Wam polecić 10 książek, z których można wybrać coś na ten dzień:


Stephen King "Cmętarz zwieżąt"
Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią po zgiełku i chaosie Chicago. Cudowne otoczenie Nowej Anglii, łąki, las; idealna siedziba dla młodego lekarza, jego żony, dwójki dzieci i kota. Wspaniała praca, mili sąsiedzi - i droga, po której nieustannie przetaczają się ciężarówki. Droga i miejsce za domem, w lesie, pełne wzniesionych dziecięcymi rękami nagrobków, z napisem na bramie: CMĘTARZ ZWIEŻĄT (cóż, nie wszystkie dzieci znają dobrze ortografię...).


Stephen King "Lśnienie"
To jeden z najlepszych współczesnych horrorów. Nastrój grozy i napięcia potęguje się w niej z każdą minutą. Pięcioletni chłopiec Danny znalazł się z rodzicami w opustoszałym na zimie hotelu. Wrażliwe, obdarzone zdolnościami wizjonerskimi dziecko odbiera fluidy czające się w jego murach; były one świadkami krwawych porachunków świata przestępczego i milionerów. Straszliwe zdarzenia, które kończą fabułę, są jednak niczym w porównaniu z przejściami psychicznymi bohaterów.


Yrsa Sigurdardottir "Pamiętam cię"
"Pamiętam cię" to dwie równoległe historie, opowiadane naprzemiennie. O ile wątek drugi zaczyna się zgodnie z regułami kryminału, o tyle pierwsza historia od początku przypomina horror. Obie opowieści w pewnym momencie łączą się odkrywając zaskakującą pointę i powikłane zależności międzyludzkie.

 Graham Masterton "Walhalla"
Zamożny adwokat Craig Bellman decyduje się kupić podupadłą wiejską rezydencję zbudowaną przed laty przez ekscentrycznego milionera, znanego z umiłowania do hazardu oraz wyjątkowej mściwości. Pomimo iż dom zdecydowanie nie podoba się jego żonie Effie, a wkrótce ginie w nim w tajemniczych okolicznościach inspektor budowlany, nic nie jest w stanie odwieść Bellmana od przyjętego postanowienia. Effie dostrzega, że mąż zmienia się psychicznie i fizycznie, upodabniając do pierwszego właściciela domu. Wkrótce potem ktoś uśmierca niewierną kochankę i nielojalnego wspólnika Craiga oraz bandytów, którzy napadli i okaleczyli go na nowojorskiej ulicy. Odciski palców wykluczają Bellmana z grona podejrzanych, choć inne dowody wskazują, że to właśnie on jest sprawcą.

Stefan Darda "Dom na Wyrębach"
Niejeden z nas marzy o wyprowadzce do własnego domu na wsi. Niektórzy realizują swoje plany. Zrealizował je także bohater powieści "Dom na wyrębach". Chata z bali, ogień pod kuchenną płytą, cisza za oknami. Idylla? Prawie. Nieznana siła przestawia rzeczy w zamkniętym domu. Mieszkający obok sąsiad okazuje się człowiekiem "któremu nie udowodniono". Wokół naiwnego mieszczucha zaczyna zaciskać się pętla...  Wartka, trzymająca w napięciu akcja i lekkie pióro Autora sprawiają, że książkę trudno odłożyć przed poznaniem jej zakończenia.

Carlos Ruiz Zafon "Pałac Północy"
Kalkuta, 1932. Ben, wychowanek sierocińca St. Patrick, skończył już 16 lat - podobnie jak jego przyjaciele, będzie musiał opuścić dom dziecka i się usamodzielnić. W dniu pożegnalnej imprezy poznaje swoją rówieśniczkę Sheere i zabiera ją do Pałacu Północy na spotkanie tajnego stowarzyszenia, które założył wraz z przyjaciółmi. Gdy dziewczyna opowiada im tragiczną historię swojej rodziny, członkowie stowarzyszenia postanawiają jej pomóc w odnalezieniu legendarnego domu, który pojawia się w opowieści. Nie wiedzą, że właśnie natrafili na trop jednej z najpotworniejszych tajemnic Kalkuty. Płonący pociąg, dworzec widmo, ognista zjawa - to tylko niektóre elementy makabrycznej łamigłówki, którą przyjdzie im rozwiązać… Misja, która miała być niecodzienną przygodą, niebawem okazuje się śmiertelnie niebezpiecznym wyzwaniem.

Zoran Drvenkar "Sorry"
To on robi sprawców ze swoich ofiar...
Ogłoszenie tej agencji wywraca do góry nogami świat biznesu. Przeprosiny za występki firm, wsparcie dla winowajców i pomoc ofiarom. Dzięki pomysłodawcom przedsięwzięcia, czwórce młodych Berlińczyków, coraz więcej ludzi śpi spokojnie, a w dodatku przyjaciele zarabiają na tym niezłe pieniądze. Jednak wszystko zmienia się w dniu, w którym ktoś zleca im odwiedzenie pewnej kobiety – z przeprosinami za niewyobrażalne męki, w których umarła. Pułapka się zamyka, a lekcja, której pragnie udzielić im zleceniodawca, ocieka mrocznym przesłaniem. Bohaterowie natychmiast wpadają w błędne koło okrucieństwa i poruszają się jak pionki na szachownicy, gdzie nie ma już przebaczenia ani prostego rozróżnienia na sprawców i ofiary.

Anita Has-Tokarz "Horror w literaturze współczesnej i filmie"
Nie ulega wątpliwości, że książka stanowi poważne kompendium wiedzy o horrorze i że stanowi konieczną "bazę danych" dla każdego badacza, który zajmuje się tą problematyką. Autorka ma ambicje całościowego ujęcia i opisania tego zjawiska. Praca bada je z różnych punktów widzenia: historycznego, estetycznego, komunikacyjnego, kulturowego oraz poetyki opisowej. Ewolucja horroru od powieści gotyckiej po współczesną, wędrówka charakterystycznych motywów, figur i fabuł z literatury do filmu, wreszcie rozszerzanie się zjawiska na nowsze i najnowsze media pozwalają na wysunięcie tezy o wyodrębniającym się z całości kultury wspólnym segmencie, współtworzonym przez zróżnicowane materiałowo teksty grozy, klasycznych i współczesnych autorów oraz zawsze licznych odbiorców. Praca jest rezultatem ogromnej wiedzy o przedmiocie badań i świadectwem wielkiej pasji, a także wielce pożyteczną publikacją.

Anne Rice "Wywiad z wampirem"
Louis de Pointe du Lac, arystokrata z Luizjany, opowiada dziennikarzowi o swojej podróży przez życie i nieśmiertelność. Zmieniony w wampira przez ponurego Lestata, wiedzie egzystencję, której nie rozumie i do końca nie akceptuje. Jedyną jego towarzyszką jest Klaudia -; ukochana kobieta zaklęta w ciele dziecka. Łączy ich chęć poznania podobnych sobie istot i zajadła nienawiść do wspólnego stwórcy -; Lestata. Nasyciwszy się zemstą, Louis i Klaudia wyruszają do Europy, by znaleźć swoje miejsce i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spotkany w Paryżu Armand wprowadza ich w społeczność wampirów. Wydana w 1976 roku pierwsza część "Kronik wampirów" to bestsellerowy debiut Anne Rice, który legł u podstaw całej jej kariery. 

Edgar Allan Poe "Wybór opowiadań"
„Zagłada domu Usherów”, „Ligeja”, „William Wilson” – to bodaj najsłynniejsze z opowiadań amerykańskiego mistrza, jakie znalazły się w tym tomie obok innych, mniej znanych. Nowe tłumaczenie Sławomira Studniarza (nagroda „Literatury na świecie” za przekład), pozbawione archaizmów i młodopolskiej maniery, w zaskakujący sposób „odświeżyło” arcydzieła Poego. Sugestywne, precyzyjne i zarazem rozbuchane w swej romantycznej wyobraźni, zachwycą zarówno wielbicieli dawnej literatury jak i prozy Stephena Kinga.


Z pewnością mogłabym wymienić jeszcze kilka innych tytułów, w tym większość powieści Stephena Kinga i Grahama Mastertona. Chciałam polecić jednak te książki, z którymi miałam już styczność i których lektura była dla mnie przyjemnością. Mam nadzieje, że ten spis Wam pomoże, gdybyście szukali czegoś z działu horroru. 

A jakie są Wasze propozycje na ten wieczór?

środa, 24 października 2012

"Jezioro" A. Indridason


Czyta: Andrzej Ferenc
Język: polski
Czas trwania: 10 godz. 56 min.
Format: mp3
Rok wydania: 2012


Przed przesłuchaniem audiobooka „Jezioro”, nie słyszałam wcześniej o autorze książki - Islandczyku Arnaldurze Indridasonie. I bardzo żałuję, bo ciekawie pisze, a wcześniej wydał jeszcze kilka innych powieści, w tym trzy, które przetłumaczono na język polski. Polski wydawca: W.A.B ma więc jeszcze pole do popisu w staraniach o możliwość wydania pozostałych kryminałów autora w naszym kraju. W wielu miejscach pojawia się porównanie do Mankella. Czy słusznie? Owszem, jest wiele podobnych elementów w twórczości oby panów. Ale o tym później.

Powieść rozpoczyna się bardzo ciekawie, oto w jeziorze Kleifarvatn zostaje znaleziony szkielet, a wszystko dlatego, że od jakiegoś czasu woda w nim po prostu znika. Inaczej nie byłoby to możliwe, ponieważ miejsce znalezienia kości, było mniej więcej na środku zbiornika. Na miejsce zostaje wezwany detektyw Erlendur Sveinsson i od razu rozpoczyna śledztwo. Wstępne badania pozwalają na stwierdzenie, że ofiara może mieć coś wspólnego ze Związkiem Radzieckim. Przed islandzkimi policjantami ciężkie śledztwo, w którym będą musieli cofnąć się wiele lat wstecz. 

„Jezioro” nie jest typowym kryminałem, tutaj wątek śledztwa jest pretekstem do rozważań o historii Islandii, jej zależności od Związku Radzieckiego, komunizmie, młodzieży, której lepsza przyszłość była zależna od przynależności do partii. Smutne rozliczenia z przeszłością, przywołane w postaci szkieletu odnalezionego na dnie jeziora. Sama powieść ma dwóch narratorów: jeden opowiada na bieżąco o wydarzeniach współczesnych i toczącym się śledztwie, a drugi powraca pamięcią do okresu zimnej wojny i studiów w Niemczech. To rozdzielenie także nie jest typowo kryminalne, ponieważ zazwyczaj śledztwo obserwujemy biernie, oczekując na wyjaśnienie zagadki przez głównego bohatera. 

Warty uwagi jest Erlendur Sveinsson – główny bohater, detektyw i specjalista od zaginięć. Podobnie jak wielu policjantów z północy ma nieciekawą przeszłość, trudny kontakt z dziećmi/rodziną, za sobą kilka niepowodzeń miłosnych i ogólnie niezbyt pozytywne spojrzenie na życie. Tutaj bardzo przypomina mi Wallandera – bohatera powieści Henninga Mankella. Także styl pisania i sposób w jaki autor wplata swoje obserwacje i opinie o społeczeństwie przypomina mi twórczość szwedzkiego pisarza. Mimo tego nie czuję kopii, sugerowania się, a jedynie widzę i czytam dwóch autorów, którzy mogą spokojnie tworzyć w tym samym czasie i sobie wzajemnie nie szkodzić. Coś musi być w tej północnej depresji i niepokoju, skoro tak wielu bohaterów ma podobnie ukształtowane charaktery.

Andrzej Ferenc jako lektor spisał się znakomicie, dopełniał smutny, mroczny i trochę ponury nastrój powieści. Jest to jeden z lepszych audiobooków, którego miałam okazję ostatnio wysłuchać. Nie wiem czy większy wpływ miał na to tekst czy interpretacja lektora, ale słuchałam go w każdej wolnej chwili. Prawdopodobnie niektórych możne znużyć polityczna historia całkiem obcego kraju, ale uważam, że warto szanować, to że ktoś chce odnosić się do przeszłości własnego państwa, zamiast tworzyć wymyślne morderstwa w jakimś amerykańskim miasteczku.
 

wtorek, 23 października 2012

"Ostatni kucharz chiński" N. Mones


Wydawnictwo: Świat Książki
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Elżbieta Kowalewska
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 304


Są czasem takie książki, które opisem i okładką wołają do ciebie „idealnie trafię w Twój gust”, „przeczytaj mnie”, przez co chcesz od razu je mieć i zacząć się w nich zaczytywać. Te same książki sprawiają, że oczekiwania wobec nich są tak duże, iż boisz się zajrzeć na tą pierwszą stronę, by nie stracić nadziei, jak dziecko nadmuchanego balonika, które wypuszcza z rąk. Ja tak miałam z „Ostatnim kucharzem chińskim”, ponieważ uwielbiam książki z kuchnią w tle, szczególnie azjatycką, do które pałam miłością szczególną. Dlatego kilka razy brałam powieść do ręki, później odkładałam i czytałam inną, aż wreszcie w głowie wykiełkowała myśl, by ugotować własnego kurczaka Gong Bao i przeczytać książkę Nicole Mones. Wrażenia? Było bardzo smacznie.

Maggie McElroy jest autorką felietonów kulinarnych. Po śmierci męża tylko praca sprawia jej trochę radości, powolne przyzwyczajanie się do samotności i braku ukochanego burzy telefon od jego przyjaciela z Pekinu. Do ich firmy wpłynęły papiery o uznanie zmarłego za ojca małej dziewczynki. Przed kobietą jest podróż do Chin, próba uporania się z przeszłością męża i praca nad tekstem o chińskim kucharzu, prawdopodobnie ostatnim trzymającym się pradawnych reguł sztuki kulinarnej tego kraju. Nie będzie przesadą, jeśli napisze, że ta podróż zmienił jej życie i nastawienie do wielu spraw. 

Już dawno nie czytałam tak smakowitej powieści! Autorka w niesamowity sposób przedstawiła tradycyjną kuchnię chińską, jej opisy przygotowywania i smakowania przez bohaterów poszczególnych potraw zrobiły na mnie i moich kubkach smakowych duże wrażenie. W wyobraźni czułam smak tych pysznych żeberek w liściach lotosu, gąbczastego tofu z sosem z trzydziestu krabów czy kaczki. Zachwycił mnie Sam Liang i jego sposób mówienia o jedzeniu, jako czymś najważniejszym. Chciałabym być na miejscu głównej bohaterki i tak jak ona zatracić się w tym obcym kraju, w którym poznała najbardziej przyjazne dusze. „Ostatni kucharz chiński” jest potwierdzeniem tego, że dobre jedzenie to element, który jest bardzo ważny w życiu każdego człowieka. Właściwe podejście do gotowania i żywienia to sposób na wprowadzenie harmonii do naszej codzienności. Bardzo smaczne podejście, trzeba przyznać.

„-Czy kiedykolwiek chciałaś czegoś tak bardzo, że bałaś się sama sobie na to pozwolić?
- Jak miłość – powiedziała szybko i od razu pożałowała. Musiała przełknąć ślinę. – Jak bycie zakochanym.
- Tak – potwierdził z namysłem. – Jak to. – Przełożył żeberka do drugiej miski, umył ręce i na nowo związał włosy na karku. – Jak pragnienie tak wielkie, że nigdy nie wybaczyłabyś sobie, gdyby się nie udało. Więc rezygnujesz. – Umył szalotkę i pokroił ją w zielone krążki. – A potem pewnego dnia budzisz się ze świadomością, że jeśli nie zrobisz tego teraz, wymknie ci się z rąk na zawsze. – Spojrzał w bok na nią. – Znasz to?
- Tak – powiedziała. – Znam.”     /s. 164

Chętnie pochwalę także okładkę powieści – prostą, minimalistyczną, ale doskonale współgrającą z treścią książki. Prawie czuję zapach gotowanych na parze potraw. Do tego piękne tłoczenia z tyłu okładki i wewnątrz niej, które są uzupełnieniem dobrze wydanej książki. Świetnym zabiegiem jest także rozpoczynanie rozdziałów od fragmentów książki dziadka Sama, który najlepiej znał tradycyjną chińską kuchnię i najbardziej odczuł wpływ politycznych zmian w Chinach. 

Zachwyćcie się pięknym językiem, spokojem i pewnością bijącą z umiłowania do jedzenia, historią, która nie jest ani ckliwa, ani dusząca, a po prostu sympatyczna. Pozwólcie Nicole Mones na przedstawienie Chin przez pryzmat jedzenia, polityki, kultury i literatury, ponieważ wszystko to łączy się w nich w sposób niewiarygodny. Spróbujcie uwierzyć, że kiedyś za tradycyjne gotowanie można było stracić nie tylko pracę, ale też wolność i życie i wyobraźcie sobie jakie to musiało być nieprzyjemne.
 
Related Posts with Thumbnails