Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2013

"Przebiśniegi" A. D. Miller


Wydawnictwo: Świat Książki
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Ilość stron: 224
Rok wydania: 2011



Opis książki „Przebiśniegi” A.D. Millera mocno mnie zmylił, przyznaję, że spodziewałam się rosyjskiego kryminału z rozbudowany tłem społecznym. Owszem, tego tła miałam całkiem sporo, ale samego kryminału niewiele. Nastawienie sprawiło, że bardzo długo nie mogłam się odnaleźć w tej książce, spodziewałam się czegoś innego i długo na to czekałam. Prawie tak długo, aż skończyła się powieść. Z jednej strony jestem zawiedziona, a z drugiej wiem, że sama popełniłam błąd – „zwłoki” w opisie nie powinny sprawiać, że miałam klapki na oczach.

Wzrok przykuwa okładka – prosta, ciekawa, kontrastowa, spodobała mi się. Czytelnika z pewnością zainteresuje też Rosja: czasami zimna, trochę dziwna, można nawet zaryzykować stwierdzenie egzotyczna. Tym bardziej, że miała być „krainą hedonizmu, desperacji, rozpaczy, korupcji, dobra i zła, bajecznych zakątków i rozpustnych nocnych klubów”. Także opinia o „Przebiśniegach”, jako jednym z najlepszych debiutów roku sprawia, że czytelnik chce przekonać się na własnej skórze o tej świetności. Mi niestety przeszkodziło w tym usilne wypatrywanie kryminalnego wątku.

Jedno mogę stwierdzić na pewno – nie polubiłam głównego bohatera, był taki nijaki, niepewny, a nawet zwyczajnie naiwny. Taki stereotypowy facet, któremu kobieta zawraca w głowie. Sama narracja powieści jednak jest ciekawa: autor wykorzystał pomysł pierwszoosobowej relacji o przeszłości z poziomu teraźniejszości. A jeszcze ciekawsze jest to, że opowiada on swoją przeszłość, że wszystkimi szczegółami swej przyszłej żonie, nie mającej nic wspólnego z Moskwą. 

Za jakiś czas chciałabym dać tej książce jeszcze jedną szansę, by cieszyć się w pełni tym, co autor miał mi do zaoferowania. A myślę, że było tego więcej niż zauważyłam.

Wpis bierze udział w konkursie Syndykatu ZwB. 

wtorek, 5 lutego 2013

"Za blisko domu" L. Barclay - audiobook


Czyta: Sławomir Pacek
Język: polski
Czas trwania: 12 godz. 50 min.
Format: mp3 
Rok wydania: 2010



Nastoletni wiek ma to do siebie, że często wpada się na różne, często dość dziwne pomysły. Ich realizacja spotyka się z przeciwnościami, ale czy ktoś bierze pod uwagę morderstwo? Myślę, że nie, bo młody człowiek skupia się raczej na własnych korzyściach niż niebezpieczeństwach. Podobnie było w przypadku Dereka – piętnastolatka, który pod nieobecność sąsiadów postanawia wykorzystać okazję i „pożyczyć” sobie ich dom na spotkania z dziewczyną. Podczas wyczekiwania na zmrok nieoczekiwanie wracają właściciele, w krok za nimi morderca(y), a chłopak staje się świadkiem. W pewnym momencie ucieka z domu i próbuje udawać, że o niczym nie wie. Milczenie w pewnym momencie obróci się przeciwko niemu.

Lubię słuchać kryminałów i thrillerów, bo szybka akcja upewnia mnie w tym, że nie zasnę słuchając książki. „Za blisko domu” to typowa amerykańska powieść, w której nie zabraknie morderstwa, podejrzanych, tajemniczych plików i ukrytych romansów. Powieść pod względem narracji jest dość nietypowa: prolog w poznajemy oczami Derek, a pozostałą część historii oczami jego ojca, który przejmuje rolę narratora. Początkowo odczuwa się pewne zagubienie, ale słuchacz powinien dość szybko przestawić się z jednego bohatera na drugiego. Samo przejście sprawia też, że część faktów jest zatajona przed czytelnikami, bo istnieją jedynie jako domysły ojca. Ten zabieg sprawia, że wraz z upływającym czasem coraz bardziej nie można doczekać się rozwiązania zagadki, a właściwie zagadek, bo z każdym rozdziałem jest ich coraz więcej. 

„Za blisko domu” to udany thriller z mocno rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor przedstawia szczegółowo społeczność, w której żyje Derek z rodziną. Słuchacze poznają także wachlarz postaci, które są mocno rozbudowane i rzeczywiście odgrywają jakąś rolę w życiu głównych bohaterów. W tej książce nawet postacie drugoplanowe są ważne i interesujące. I chociaż w pewnym momencie rozwiązanie zagadki z pewnością mignie w umyśle czytelnika, to Barclay potrafi zamotać tak, że nic nie jest już pewne. 

W szerokiej ofercie podobnych książek, druga powieść autora wypada trochę powyżej średniej, ale osobom rzadziej sięgającym po ten gatunek z pewnością powinna się spodobać.
 

wtorek, 15 stycznia 2013

"Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn" J. Cañón

 
Wydawnictwo: Świat Książki
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Katarzyna Bartuzi
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 400



„Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn” to książka, dzięki której odwróciłam swoją niemoc czytelniczą nękającą mnie od połowy grudnia. Rzadko trafia mi się, bym tak wciągnęła się w powieść, która nie jest kryminałem czy sensacją. Także jeśli chodzi o literaturę iberoamerykańską, rzadko czytam coś więcej niż książki Mario Vargasa Llosy, więc odwołanie w opisie z okładki do mojego ulubionego autora, sprawiło, że chciałam zmierzyć się z debiutem kolumbijskiego pisarza. Nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba. Rewelacja!

Autor zabiera czytelników do Mariquity – małej kolumbijskiej miejscowości, w której pewnego dnia wszyscy mężczyźni zostali siłą wcieleni do komunistycznej partyzantki, a stawiający opór zabici. W miasteczku pozostały same kobiety - od tej pory zmuszone radzić sobie same oraz ksiądz i chłopiec przebrany za dziewczynkę. Lata mijają, a wszystko popada w ruinę, kobiety straciły nadzieję na normalne życie i powrót mężczyzn. Blask Mariquicie chce przywrócić Rosalba, wdowa po ostatnim sierżancie policji. Kobieta swoimi pomysłami, wiarą i chęciami przywraca powoli wszystko na właściwe tory i chce stworzyć miejsce jakiego jeszcze nie było.

„-Lubię czytać przed zaśnięciem. Pani nie?
- Nie umiem czytać ani pisać – odparła kobieta z pewnością siebie podszytą dumą.
- Dobry Boże, a ja nie umiem sobie nawet wyobrazić, jak to by było nie umieć czytać.”  /s. 89

James Cañón zachwycił mnie historią poszczególnych mieszkanek Mariquity, przedstawiając ją pięknym językiem, tworząc magiczną opowieść o dzielnych kobietach, które same muszą budować swój świat. W tej powieści jest wszystko: świetna, oryginalna fabuła, nietypowi bohaterowie, humor, ale także wykorzystanie wątków dotyczących spraw poważniejszych: religii, polityki, filozofii czy psychologii. Wszystko to łączy miasteczko, gdzieś daleko od cywilizacji, pośród gąszczu, gdzie często przez długi czas nie docierają żadni obcy ludzie. Powieść Cañóna wciąga, trochę odpuszcza dopiero z ostatnią kropką, ale i później nie daje o sobie zapomnieć, sprawiając, że chciałoby się móc przeczytać ją kolejny raz. 

„Opowieści z miasta wdów...” to z pewnością egzotyczna podróż do Kolumbii, pełna emocji, wzruszeń i uśmiechu. To powieść, która leciutko skłania do zastanowienia się nad własnymi poglądami i wyborami, a przy tym nieustannie zachwyca utopijną wizją miasta wdów, które zaistniało gdzieś w wyobraźni autora. Chciałabym, żeby każdy debiut był tak rewelacyjny! 

PS. Rzeczywiście poczułam tu trochę magii, którą swego czasu oczarował mnie Llosa. Brawo!
 

piątek, 4 stycznia 2013

"Dzień miodu" A. Ciezadlo - audiobook


Czyta: Magdalena Kumorek
Język: polski
Czas trwania: 12 h 47 m 
Format: mp3 
Rok wydania: 2012



Długo nie mogłam zabrać się za przesłuchanie audiobooka „Dzień miodu” Annii Ciezadlo, jednak wzięłam go z półki pewnego zimowego dnia, wgrałam do smartfona i... wsiąkłam. Wcześniej obawiałam się tego, że książka jest na faktach, jakoś trudniej było mi się skupić przy takich książkach, z drugiej strony jeszcze lektor – kobieta. Nie wierzyłam, że to się uda, a teraz nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł przeczytać „Dzień miodu” lepiej, jestem zachwycona Magdaleną Kumorek! Dzięki niej powieść zyskała potrzebne kobiece ciepło i odpowiednią otoczkę. 

Autorka powieści – Amerykanka o bardzo dużych korzeniach (między innymi sięgających Grecji i Polski) jako dziennikarka miała styczność z różnymi tematami. Po ślubie z korespondentem wojennym - Mohamadem Bazzi wyjechała na Bliski Wschód, gdzie mieszkała przez kilka lat w Bejrucie i Bagdadzie. Początkowo przerażający, ogarnięty walkami teren wydaje się obcy, jednak z upływem czasu Annia zakochuje się w tamtejszej kulturze, mieszkańcach i jedzeniu. Różnice pomiędzy nią, a kobietami stamtąd są wręcz namacalne, ale to nie odstrasza dziennikarki, a nawet mobilizuje do nauki języka i wyszukiwania coraz lepszych tematów do artykułów. Coś, co miało być kilkumiesięcznym wyjazdem okazało się sensem życia, a nawet prawie rodzinnym, bliskim miejscem. I nawet kolejne bomby nie mogły tego zniszczyć. 

Z „Dnia miodu” przede wszystkim zapamiętam przecudowne opisy jedzenia, które w interpretacji Magdy Kumorek stały się jeszcze bardziej smakowite. Naprawdę miałam wrażenie, że ona nie czyta suchego tekstu, a sama opisuje smak poszczególnych potraw. Miałam ochotę stanąć na głowie, by nabyć poszczególne składniki i podobnie jak autorka zabijać strach i stres gotowaniem, smakowaniem i karmieniem bliskich osób. W tym miejscu żałuję, że nie miałam także papierowego wydania książki, słuchają nie byłam w stanie odnotować wszystkich smaków i składników. 

Książka Amerykanki to także wiedza o Bliskim Wschodzie z pierwszej ręki, pisana żywym, soczystym językiem, ze wszystkimi uczuciami i emocjami, jak nagromadziły się w niej podczas tych kilku lat. Życie Annii jest tylko tłem dla przedstawienia kultury, obrazu konfliktów i zwyczajnych ludzkich doświadczeń, z którymi miała okazję się zetknąć. Bo czy można bardziej zbliżyć się do danego kraju, niż żyjąc przez kilka lat wśród jego mieszkańców, dzieląc z nimi troski, strach, ale i radości? Myślę, że nie. Same wiadomości przekazane przez dziennikarkę są łatwo przyswajalne przez słuchacza, poznajemy je jakby przez pryzmat opowieści kogoś, kogo znamy, a nie jako suche fakty. To kolejny plus przemawiający na korzyść książki. 

„Dzień miodu” to książka wciągająca, pełna historii i anegdot, z całą gamą uczuć i emocji. Niewiarygodne opisy bliskowschodniej kuchni sprawiają, że lepiej nie słuchać jej z pustym żołądkiem. Prosta, pierwszoosobowa narracja zrobiła swoje – opowieści Annii aż chce się słuchać. Wspaniała powieść, której jeszcze długo nie zapomnę. Polecam bardzo mocno.
 

poniedziałek, 19 listopada 2012

"Cyrk nocy" E. Morgenstern - audiobook


Czyta: Maria Peszek
Język: polski
Czas trwania: 15 h 8 m 
Format: mp3 
Rok wydania: 2012



„Cyrk nocy” wdarł się na nasz rynek książki przebojem. Zewsząd słyszałam o elektryzującym debiucie, który oczarowuje czytelników. Kolejne recenzje pełne zachwytów sprawiły, że i ja zapragnęłam poznać piękną, baśniową historię, która przeniesie mnie do czasów dzieciństwa i chwil, gdy ktoś opowiadał mi bajki na dobranoc. W moim przypadku tę bajkę miała opowiadać Maria Peszek, operując słowami i myślami Erin Morgenstern. Zapowiadało się ciekawie, już nie mogłam doczekać się wieczoru, gdy będę mogła włączyć audiobook i zatopić się w cyrkowej historii. 

Celia, niezwykła dziewczyna została odgórnie skazana na pojedynek z nieznanym jej przeciwnikiem. Porachunki pomiędzy jej ojcem, a mężczyzną w szarym garniturze sprawiły, że cała jej przyszłość miała jeden cel – wygrać. Jej otoczeniem i domem stał się cyrk – nietypowy, piękny, otwarty tylko w nocy, co jakiś czas pojawiający się w innym miejscu. Zwyczajne dnie, związane z codzienną działalnością w cyrku, były tylko tłem, chwilową przykrywką dla czekającego ją pojedynku. Pewnego dnia nadszedł jednak ten dzień, gdy wszystko ruszyło.

Erin Morgenstern stworzyła porywającą historię, z wieloma barwnymi i zaskakującymi postaciami. Każda z występujących w poszczególnych scenach osób jest charakterystyczna i rozbudowana. Głos Marii Peszek spokojnie opowiada poszczególne fragmenty, sprawiając, że słuchacz chce wiedzieć jeszcze więcej. Szeregi czarno-białych namiotów, brama z napisem i tłum zwiedzających czekających na nocne otwarcie cyrku jest specyfiką tej powieści. Chociaż nie znam francuskiego, to akcent lektorki bardzo mi się podobał, wydawało mi się, że każdy wyraz z tego języka brzmiał tak jak powinien. 

Niestety chociaż początkowo powieść porwała mnie i zafascynowała, stało się coś, co już od dawna nie miało miejsca przy żadnym audiobooku: kilka razy po prostu zasnęłam. Spokojny ton, brak szybkiej akcji i wielowątkowość zwyczajnie mnie usypiała. Po kilku próbach odłożyłam „Cyrk nocy” na jakiś czas. Wróciłam do niego i skończyłam, lecz nie byłam ani zachwycona ani niezadowolona. Miałam bardzo mieszane uczucia, i chociaż rozumiem, że książka może się podobać, to jednak nie widzę powodów do nazywania jej jedną z najlepszych książek w roku 2012. Także w zakończeniu historii czegoś mi brakowało, nie wiem czy nieuważnie słuchałam, ale wydawało mi się, że autorka wyczerpała limit pomysłów przed czasem. Spodziewałam się czegoś innego, wątek zakazanej miłości, nawet w tak magicznym wydaniu nie robi już niestety na mnie wrażenia.

Chciałabym jednak zaznaczyć, że z racji tak różnych ocen tej książki przez wiele osób, radzę, by każdy sam się z nią zapoznał. Może po prostu lepiej ją czytać w formie tradycyjnej.
 
Related Posts with Thumbnails