Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literacka kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literacka kuchnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2011

"Rzymskie dolce vita" P. Green

Z racji posiadania na półce drugiego i trzeciego tomu włoskiej trylogii autorstwa Penelope Green, postanowiłam najpierw zapoznać się z pierwszą częścią, by mieć spojrzenie na całość. Niestety przez kilka miesięcy była dla mnie nieosiągalna w pobliskich bibliotekach. Dopiero kilka dni temu udało mi się wypożyczyć „Rzymskie dolce vita” i wziąć się za lekturę.

Penelope pochodzi z Australii, w swoim kraju pracowała jako dziennikarka. Każdy na jej miejscu mógłby być zadowolony ze statusu społecznego i pieniędzy, jakie zarabiała. W wieku 28 lat miała właściwie wszystko prócz jednego – prawdziwego szczęścia i poczucia, że robi to, co naprawdę chce. Po kolejnym rozpadzie związku postanawia rzucić pracę i wyprowadzić się do Włoch. Decyzja może się wydawać bardzo odważna u osoby, która z języka włoskiego zna zaledwie parę prostych wyrażeń. Penelope postanawia jednak za wszelką cenę spełnić swoje marzenia i żyć w miejscu, które zawsze ją pociągało. We Włoszech stara się jak najszybciej nauczyć języka i odnaleźć się wśród obcych ludzi. Wychodzi jej różnie, ale nie poddaje się i w końcu wyrusza do Rzymu, chcąc odnaleźć szczęście.

Penelope swoją historię opowiada w sposób zabawny, ukazując nam uroki i cienie życia za granicą, gdzie obcokrajowców traktuje się zupełnie inaczej niż rodowitych Włochów. Opowieści pełne są szczegółów, rozmów i ciekawych ludzi. Autorka opisuje nam cechy i zachowania mieszkańców Rzymu, dzięki którym możemy poznać ich trochę bliżej, a także stać się bardziej spostrzegawczym i uważnym w rzymskich kafejkach. Historia Penelope to także smaki i przyzwyczajenia kulinarne Włochów. Jako wielbicielka kuchni, wynotowałam sobie oczywiście przepis Marii na spaghetti carbonara, kolację, którą dla Penelope przygotował Federico oraz menu ze świątecznego obiadu, na którym autorka była u swojego wuja.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, choć mi zabrała trochę czasu, głównie ze względu na ostatnie obowiązki, które miałam na studiach i upały panujące za oknem. Nie jest to lektura wymagająca, więc polecam ją na wakacyjne wypady. Ja z przyjemnością sięgnę także po kolejne tomy trylogii.

czwartek, 26 maja 2011

"Szkoła niezbędnych składników" E. Bauermeister

Prywatnie bardzo lubię gotować, o czym niektórzy dobrze wiedzą. Jest to moja druga miłość po książkach, dlatego chętnie wybieram takie, które mogą połączyć moje dwa zainteresowania. Niezaprzeczalnie jedną z takich książek jest „Szkoła niezbędnych składników” Erici Bauermeister. Ta niedużej objętości opowieść jest przesycona smakami i zapachami, dlatego przestrzegam, by do jej lektury nie zasiadać z pustym żołądkiem.

Zajęcia w tytułowej „Szkole niezbędnych składników” prowadzi Lilian, właścicielka restauracji i mistrzyni kuchni. Uczestnikami kursu jest osiem osób, z których większość nigdy wcześniej się nie spotkała. Nie każdy z nich sam zdecydował o wybraniu się na zajęcia z gotowania, często kupon był prezentem od bliskiej osoby, lub jak w przypadku jednej z uczestniczek przygotowaniem do pracy. Podczas kolejnych lekcji, w aromacie pieczonych krabów z sosem i innych smakołyków, poznajemy historię wszystkich uczestników kursu. Żadna z nich nie jest prosta i banalna, a ich główni bohaterowie oczekują po zajęciach u Lilian więcej, niż chcą sami przed sobą przyznać. Z każdym tygodniem gotowanie wkracza w kolejne etapy życia uczniów, a potrawy i zapachy wydobywają z nich ukryte wspomnienia. Magia kuchennych aromatów łączy ze sobą osoby, pozwalając na lepsze poznanie siebie, ale także innych. W niektórych przypadkach gotowanie było początkiem zmian koniecznych w życiu, a których bohaterowie nie chcieli podjąć się wcześniej. Ale przede wszystkim książka Erici Bauermeister jest wspaniałą inspiracją do kuchennych eksperymentów bez przepisu, do łączenia wielu ulubionych smaków w jeszcze lepsze danie, a także do dokonywania zmian, których dopełnieniem może być dobra potrawa.

„Wszyscy zaczynają od pytania czym są niezbędne składniki... – Lilian zamilkła i uśmiechnęła się. – Powiem od razu, że nie mam i nigdy nie miałam takiej listy. Nie podaję też gotowych przepisów. Dodam tylko, że nauczycie się tego, co trzeba”. (s. 48)

Wynotowałam sobie wiele fragmentów dotyczących gotowania i tworzenia kolejnych potraw. Kraby, biały tort, ravioli z dynią, nadziewana pierś indycza, polenta z gorgonzolą, espresso, czekoladowe biscotti, makaron z czerwonym sosem, tortilla, szparagi i risotto i wiele innych, wszystkie brzmią pięknie, ale ich opisy są jeszcze lepsze. Czytając tą książkę można poczuć się jak w kuchni pełnej zapachów, aromatów i smaków. Odkrywając kolejną historię, odkrywamy coś nowego także w gotowaniu. Autorka zachwyca opisami, tak barwnym i smakowitymi, że z ochotą chciałoby się jak najszybciej stworzyć opisywaną potrawę i razem z uczestnikami kursu wydawać westchnienia i jęki rozkoszy nad swym dziełem. Powiem Wam, że w kuchni jest wiele magii, której nie potrafię się oprzeć. Nie opierajcie się i Wy.

czwartek, 18 lutego 2010

Przepis z powieści


Smażone zielone pomidory

1 średniej zielony pomidor na osobę
tłuszcz z bekon
pieprz
sól
biała mąka kukurydziana

Pokrój pomidory na plastry o grubości około pół centymetra, posyp je solą, pieprzem, a potem obtocz z obu stron w mące. W dużej rynience podgrzej tyle bekonu, by przykrył dno, i smaż pomidory, aż po obu stronach się lekko zrumienią.


Ten i inne przepisy można znaleźć na ostatnich stronach książki "Smażone zielone pomidory". Myślę, że na pewno wypróbuję :)
Related Posts with Thumbnails