środa, 13 lipca 2011

"Wiosna. Żyj zgodnie z porami roku" D. Grupińska

Lektura „Wiosna. Żyj zgodnie z porami roku” Doroty Grupińskiej była kopalnią rad odnośnie zdrowego odżywiania, uzupełnioną o wiosenne przepisy i pomysły, jak obudzić się po zimowej ospałości. Może się wydawać, że już trochę za późno na czytanie tej książki, ale ja od marca stosowałam się do zawartych w niej rad i wypróbowywałam różne przepisy. Teraz czas na wnioski.

Autorka trafiła dobrze z pomysłem na książkę. Zdaję sobie sprawę, że powstało już trochę podobnych publikacji, jednak często są to tłumaczenia z języka angielskiego i nie mają tak doskonałego przełożenia na nasze życie, zwyczaje żywieniowe i kulinarne, jak w przypadku tej książki.

Dorota Grupińska pomaga nam obudzić się z zimowego snu i tej leniwej ospałości, jaka dopada większość ludzi w tym czasie. Proponuje zacząć od prostego ruchu, do jakiego zdolni jesteśmy na co dzień: spacery, chodzenie po schodach, taniec. Zwraca uwagę na to, że nie powinniśmy od razu stawiać sobie dużych celów, które niełatwo nam będzie osiągnąć. Oprócz ruchu pokazuje też jak ważne jest zdrowe odżywianie. Bazuje na znanych piramidach żywienia, tabeli kaloryczności, niezdrowych nawykach. Oprócz tego przedstawia wiele przepisów na potrawy z warzywami dostępnymi w czasie wiosny, dzieląc ich występowanie na poszczególne miesiące. Dzięki przepisom nie musimy dodatkowo szukać ich w kolejnych książkach, co mogłoby spowodować, że odechciałoby się nam zdrowego żywienia. Przepisy są naprawdę różnorodne, wiele z nich czytelnicy na pewno znają, bo przygotowuje się je w wielu domach.

Oczywiście książka jest nie tylko na wiosnę, ponieważ wiele z wymienianych warzyw i owoców jest dostępnych także w czasie letnich miesięcy, a nawet przez cały rok. Zachęcam do lektury tej publikacji wszystkich, którym zależy na dobru własnego organizmu i rozsądnym odchudzaniu. Zmiana niektórych nawyków może dać nam dużo więcej niż wszystkie diety świata.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa MG.

wtorek, 12 lipca 2011

"Kręgi albo kolejność zdarzeń" J. A. Homa

„Kręgi albo kolejność zdarzeń” jest następną książką Jana Antoniego Homy, którą przeczytałam dzięki wydawnictwu Sol. O ile „Altowiolista” był właściwie lekką powieścią kryminalną, o tyle druga powieść autora do łatwych lektur nie należy. Jedynym sposobem, by w pełni ją zrozumieć i docenić, jest maksymalne skupienie się na jej treści, co mi się chyba nie udało.

Głównym bohaterem powieści jest Marcin, młody polonista, który rozbudził uczucia dyrektorki szkoły. Niestety to uczucie stanęło na drodze do jej kariery, więc postanowiła pozbyć się problemu. Marcin po wyrzuceniu z pracy, postanowił podjąć się nauki języka polskiego we wsi, która od 4 lat czeka na polonistę, a której nazwa pewnie odstrasza potencjalnych kandydatów – Zabijanach Krochmalnych. Pozostali bohaterowie, których polonista spotyka w tej wsi są bardzo wyrazistymi postaciami. Każde z nich ma swoją tragiczną historię, lęki i własny obraz rzeczywistości, z którą ciężko im się pogodzić. Kuba, mały chłopiec jest bardzo wrażliwy na los ludzi i zwierząt, posiada niezwykle ciekawską naturę, dzięki której bardzo łatwo odnajduje się wśród ludzi. Matematyk Zenobiusz pracuje z Marcinem w szkole, jest smutnym mężczyzną, który od wielu lat stara się wyjaśnić przyczynę wypadku swojej żony i nie potrafi otworzyć się na nowe uczucie. Aurelia jest milczącą kobietą, którą los dotkliwie doświadczył w dzieciństwie, jednak dzięki pieniądzom od brata mogła kupić stadninę i zajmować się w niej chorymi zwierzętami. Rafał jest dziennikarzem, piszącym opowiadania o zjawiskach, których nie dostrzega większość ludzi. Wszyscy pewnego dnia spotykają się na Białych Bagnach, o których krążą we wsi niesamowite historie, a strach nigdy nie pozwalał zbliżyć się mieszkańcom do tego miejsca...

„Kręgi albo kolejność zdarzeń” nie są lekturą prostą i przyjemną. Nie jest to książka, która wciąga, i którą można przeczytać w jeden dzień. Posługiwanie się przez autora poetyckim językiem, nie pomagało mi w zrozumieniu książki, dostrzeżeniu jej pełnego uroku i przesłania. Momentami wydawało mi się, że tych wszystkich zjawisk było za dużo, czułam się przytłoczona ilością opowieści, które przeplatały i mieszały się w książce.

Doceniam jednak, że autor postanowił napisać książkę, w której stara się zwrócić naszą uwagę na problem, jakim jest złe traktowanie zwierząt. Jest to zjawisko nad, którym za szybko przechodzimy do porządku dziennego, za często odwracamy wzrok widzą krzywdę naszych małych towarzyszy. Na mnie szczególne wrażenie zrobiła wizja życia w miejscu zwanym Arqa. Niestety tak kiedyś może wyglądać przyszłość naszej planety, warto się nad tym mocno zastanowić.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Sol.

środa, 6 lipca 2011

"Wysypisko" M. Ołdakowski

„Wysypisko” jest pierwszą książką Marka Ołdakowskiego, którą przeczytałam. Zauważyłam, że autor ma na swoim koncie kilka książek, które wydają się należeć do różnych gatunków literacki. Mnie oczywiście najbardziej skusiły kryminały jego autorstwa, ale sama lektura nie była już taka łatwa.

Pewnego ranka na wysypisku śmieci zostaje znalezione ciało nieznanego mężczyzny. Identyfikację utrudnia zmasakrowana twarz ofiary i brak dokumentów. Policjanci wiedzą, że czeka ich trudne śledztwo, a sprawę utrudnia dodatkowo wiadomość o zabójstwie 15-letniego chłopca w wiosce Lipki i kradzież zabytkowych stacji drogi krzyżowej z tamtejszego kościoła. Wszystko wskazuje na to, że morderstwa może coś łączyć, jednak nie ma żadnych dowodów, które mogłyby naprowadzić policję na ślad zabójców.

Autor barwnie przedstawia środowisko warszawskie z lat 70. XX wieku. Bohaterowie powieści trudnią się różnymi zajęciami, a wśród nich nie brakuje bandytów, złodziei i prostytutek. Społeczeństwo podzielone jest na wyższe sfery i robotników, którzy pracują w wielu istniejących jeszcze wtedy w Warszawie zakładach i fabrykach. Każdy stara się jakoś zarobić na utrzymanie, niekoniecznie w sposób porządny i zgodny z przepisami. W tym okresie kwitnie handel dziełami sztuki, a także ich kopiami, hurtowo sprzedawanymi za granicę za duże pieniądze. Osoby chcące zdobyć obraz czy cenną figurę nie cofnął się nawet przed morderstwem.

Ołdakowski wtrąca także małe fragmenty historii Warszawy, opowiadając o miejscach i postaciach związanych z miastem. Dla osób ze stolicy może to być interesujący dodatek, jednak innym może wydawać się wydłużeniem na siłę powieści, która i tak jest dość obszerna. Innym wątkiem, do którego można mieć zastrzeżenia są dziwne nazwiska bohaterów, przykładem może być Stefan Zul, Józef Kapuła itd. Może takie było zamierzenie autora, jednak nagromadzenie tych nazwisk na jednej stronie bardzo mnie odrzucało. Rozumiem pseudonimy, które są jak najbardziej na miejscu, ale tego wszystkiego było po prostu za dużo. Minusem powieści jest także zakończenie, czytelnik wie kim jest morderca, ale policja nie jest tego w 100 % pewna, co sprawia, że książka nie wydaje się zakończona.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Telbit.

poniedziałek, 4 lipca 2011

"Upadły anioł" M. Jungstedt


„Upadły anioł” to czwarta część serii o komisarzu Knutasie autorstwa Mari Jungstedt. W powieści przewijają się znane nam postacie z poprzednich części: ekipa policjantów z posterunku policji w Visby, rodzina Knutasa, Johan Berg i Emma Winarve, a także kilka innych osób. Warto więc zachować odpowiednią kolejność tomów.
Czas akcji najnowszego tomu serii przypada na piękną gotlandzką wiosnę. W Visby odbywa się uroczystość otwarcia nowo wybudowanej hali kongresowej, na której otwarcie przybywa bardzo wiele osób. Czytelnicy poprzednich tomów na pewno kojarzą zamieszanie wokół budowy, które zapanowało w mieście. Tym razem wszystko wydaje się układać po myśli inwestorów hali, jednak do czasu. Następnego dnia po otwarciu w budynku hali znaleziono zwłoki organizatora przyjęcia, Viktora Algarda. Do akcji od razu wkracza policja w Visby, jednak ma duże problemy z ruszeniem śledztwa. Okazuje się, że policja ma wielu podejrzanych, a sprawa morderstwa może łączyć się z pobiciem nastolatka na dyskotece. Nagle całe miasto bardzo zainteresowało się przemocą wśród młodzieży, a porucznik Knutas, jako ojciec także nie był w tym względzie obojętny. Jednak jak to w kryminałach, nie wszystko, co początkowo wydaje się pewne, musi być prawdą i odwrotnie.
LinkPodobnie jak w poprzednich książkach Mari Jungstedt akcja toczy się szybko, a dobro zawsze zwycięża (czyli morderca zostaje złapany). Dla wielbicieli kryminałów idealna powieść na deszczowe wieczory, bo literatura nie jest wymagająca, acz wciągająca. Muszę przyznać, że mordercę wytypowałam dość szybko, co mi się zazwyczaj nie zdarza, mimo to czytałam z przyjemnością. Szkoda tylko, że tak mało opisów wyspy było w tej części, jednak z pewnością sięgnę po kolejne tomy gotlandzkiej serii.
W trakcie czytania powieści zwróciłam uwagę na dużą rozbieżność czasową między tą częścią a poprzednią. Chodzi tu głównie o sprawę Karin, małżeństwo Emmy i Johana, a także wiek córki Berga, która ma już 3 lata. Okazuje się jednak, że to wydawnictwo zrobiło zamieszanie i jako czwartą część wypuściło na rynek właśnie "Upadłego anioła", a który normalnie jest szóstą częscią serii. 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Bellona.
Related Posts with Thumbnails