
Tytułową namiestniczką jest Enrissa, władcza i doskonale wykształcona kobieta. Znajomość etykiety, tradycji oraz często potrzebnego wyczucia, pomaga jej w sprawiedliwym i mądrym rządzeniem Imperium. Mimo, że nie zawsze wszyscy są zadowoleni z panowania kobiety, to jednak siedzą cicho, bo nie dzieje im się zbyt duża krzywda. W porównaniu do poprzednich namiestniczek, Enrissie nie można zarzucić nic złego. Jednak pewnego dnia wychodzi na jaw, że według starożytnego proroctwa do imperium zbliża się katastrofa. Wcześniej jednak Enrissa będzie musiała sobie poradzić z wieloma innymi problemami...
Oprócz głównego wątku namiestniczki, jest jeszcze szereg historii pobocznych rozbudowanych do tego stopnia, że sprawiają wrażenie równie ważnych. A opowieści jest tyle ile bohaterów. Autorka chyba wzięła sobie za cel, byśmy poznali w miarę możliwości jak najlepiej każdą z postaci. Przez ten zabieg, ponad 500 stron okazuje się właściwie wstępem do prawdziwych wydarzeń zapowiadanych w opisie z okładki książki. Nie warto przytaczać jej streszczenia, gdyż można się pogubić, a sądzę że niewielu by coś z tego zrozumiało.
Momentami miało się wrażenie, że autorka nie wie dokładnie, co chce nam przekazać. Tak jakby objętość tekstu przerosła także ją. Prawie od początku wydaje się ważna pewna stara księga, poszukiwana od dawna przez elfy. To właśnie ona doprowadza do tragedii i sporów, a nagle pod koniec zostaje zapomniana i właściwie nie wiadomo co, tak naprawdę w niej było. Każdy nagle traci nią zainteresowanie. To tylko jeden z przykładów pogubienia się pani Szkolnikowej we własnej historii.
Chciałabym pochwalić polskie wydanie książki. Ładna okładka, choć oczywiście kolejny raz w tej serii nie wiadomo kogo ilustrująca, bo raczej nie Enrisse. Namiestniczka przedstawiana jest jako piękna kobieta, w sukniach i jak się nie mylę z przydomkiem Złotowłosa. Tłumaczenia także mi się podoba, a przy tym można zauważyć małą ilość błędów.
Podsumowując „Namiestniczka” nie jest złą książką. Świat został wykreowany podobnie jak w wielu książkach z tego gatunku. Tu już prawie nic nie zostało przecież do odkrycia. Jednak czytelnicy nie czytający nałogowo fantastyki powinni ją przyjąć całkiem nieźle. Choć nie uznałam jej za wybitną, to z ciekawością sięgnę po pozostałe tomy Trylogii.
Książkę otrzymałam do recenzji od portalu wiadomosci24.pl
4/6
Tytuł: Namiestniczka. Księga I
Autor: Wiera Szkolnikowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2011
Ilość stron: 824