piątek, 31 grudnia 2010

Podsumowanie


Coż. Wy podsumowujecie, ja czytam i później sama też czuję się zmobilizowana. Dzięki temu policzyłam przeczytane, a raczej zrecenzowane książki w tym roku na blogu i stworzyłam oddzielną stronę PRZECZYTANE 2010.

Więc tak:

W tym roku przeczytałam jak wynika z recenzji 94 książki. Uważam, że to dobry wynik. Szczególnie dużo czytałam po nawiązaniu kilku współpracy z wydawnictwami, a może też dlatego że nastąpił czas studiów i jesień, więc jakoś mniej wyjazdowo-imprezowo było.

Patrząc w statystykę najchętniej czytaliście posty:

1. "Marilyn, ostatnie seanse" M. Schneider

2. "Książę Mgły" C. R. Zafón

3. Konkurs - "Kudłata" D. Berg

4. "Saga Córka Morza" T. Angelsen

5. Prośba :)


Współpracuję z 11 wydawnictwami (choć teoretycznie jest ich więcej, ale książki od pozostałych są jeszcze w drodze) z czego bardzo się cieszę.

Do tej pory napisaliście 858 komentarzy. A strona była wyświetlana 16 866 razy.


Nie wiem jak u Was, ale mi statystyka blogera działa chyba dopiero od lipca, więc dane raczej są tylko z tego okresu.


Dziękuję wszystkim za odwiedziny, współpracę i miłe chwile, które przez ten rok przeżyłam. Życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Żeby nadchodzący był jeszcze lepszy niż ten obecny!


środa, 29 grudnia 2010

"Kwiat Diabelskiej Góry" K. Enerlich


Katarzyna Enerlich, jak sama twierdzi, miłość do Prus Wschodnich ma we krwi. Może właśnie dlatego, tło całej historii umiejscowiła w małej wsi na Mazurach – Pustnikach (za czasów Prus Wschodnich nazywanej Pustnick). Miejscowość ta, na pozór spokojna i cicha, kryje w sobie wiele rodzinnych historii, które splotły się ze sobą na kartach tej książki. Pozwólmy zabrać się pani Katarzynie w podróż na piękne Mazury, te dawne i te obecne.

Główną bohaterką książki jest Inga, czterdziestoletnia Niemka. Jako dziecko mieszkała w Pustnikach z matką i babką, ale wyprowadziły się do Niemiec w latach 70. XX wieku. Gdzieś w pamięci jeszcze miała mazurską wieś, jednak było to wspomnienie zamglone i nie z tych, do których chętnie wracała. Wolała być nowoczesną Niemką, niż wspominać dawne czasy, do których coraz częściej w rozmowach powracała jej matka. Inga, nie zwracała uwagi na rodzinne opowieści i dawną klątwę, którą stara zielarka rzuciła na jej babkę u stóp Diabelskiej Góry. Wydawało jej się, że właściwie przypadkowo każda z kobiet w jej rodzinie jest sama, a ona do tej pory nie ułożyła sobie życia. Wszystko się jednak zmienia podczas podróży Ingi z przyjaciółmi do Francji. Decyzja o wcześniejszym powrocie z koncertu okazuje się tragiczna w skutkach. Jednak dzięki temu, poznaje na jednej z plaż w Bretanii tajemniczego Michaela, który ku jej zdumieniu potrafi rozmawiać po polsku. Chwilowa fascynacja może na zawsze zmienić jej życie.

W tym samym czasie, matka Ingi – Rosemarie, natrafia w niemieckiej gazecie na wywiad z dawną gospodynią dworu Heimannów, która pracowała tam z jej matką kucharką. Wspomnienia spadają na nią jak lawina, nie potrafi wyzbyć się chęci powrotu na Mazury. Chce chociaż ostatni raz w życiu jeszcze raz zobaczyć rodzinny dom i ziemię, na której się wychowała. Ma nadzieję, że ten artykuł zainteresuje w końcu jej córkę przeszłością rodziny i wpłynie na jej decyzję by towarzyszyć matce.

Może to właśnie Mazury naprawią sytuację, w jakiej obecnie znalazła się Inga? Naprowadzą ją na dobrą ścieżkę, a może nawet wskażą prawdziwe szczęście, którego do tej pory nie dostrzegała? Może tytułowy kwiat z Diabelskiej Góry odczaruje złą wróżbę i ocali prawo obu kobiet do miłości?

Pani Katarzyna w przyjemny sposób opowiada nam rodzinną historię. Choć autorka zaznacza, że w książce mieszają się fakty z fikcją, to chciałoby się naprawdę uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło. Uwielbiam książki inspirowane prawdziwymi historiami, którym pisarz daje szansę na dłuższe istnienie w ludzkiej pamięci. Bo czy nie jest tak, że historia żyje tak długo jak o niej pamiętamy? W Pustnikach wciąż wspomina się pewien nietypowy (mało powiedziane) ślub z czasów wojny...

Chciało by się powtórzyć za autorką: „Czy Hilda, gdyby wiedziała, jak to wszystko się dalej potoczy, to podjęłaby decyzję o ślubie z Erichem?” Ja myślę, że nie, bo nikt nie chce skazywać swoich potomków na życie z klątwą, za coś z czego tak naprawdę nie miał nawet chwili szczęścia.

Książka jest uzupełniona wieloma zdjęciami, obrazującymi współczesną Bretanię (zdj. Andrzeja Skrodzkiego) i Pustniki (zdj. autorki). Ten dodatek jeszcze bardziej wpływa na wyobraźnię czytelnika, a także na wiarygodność opisanych miejsc. Ja po lekturze książki wiem jedno, tegoroczne wakacje spędzam na Mazurach i z wielką chęcią zajrzałabym do Pustników.

4,5/6


Książkę otrzymałam od wydawnictwa MG.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

"Śmiech w ciemności" V. Nabokov


Vladimira Nobokova chyba każdy czytelnik kojarzy przede wszystkim z „Lolity”. Wobec jego książek chyba nie można być obojętnym, bo albo się je kocha, albo nienawidzi. Ja po lekturze jego najbardziej znanej książki miałam jednak mieszane uczucia. Nie trafiła do mnie, ale wiedziałam że muszę dać mu jeszcze jedną szansę i oto jestem po lekturze „Śmiechu w ciemności”.

Nabokova zaczyna książkę dość nietypowo, zdradzając nam całą historię w jednym zdaniu.

„Żył sobie raz w niemieckim mieście Berlinie mężczyzna imieniem Albinus, bogaty, szanowany, szczęśliwy; pewnego dnia porzucił żonę dla młodej kochanki; kochał, lecz nie był kochany; i życie jego zakończyło się katastrofą”. (s. 7)

Jednak już w następnym informuje, że najważniejsze są jednak szczegóły i ciągnie historię dalej.

„Ot i cała historia, moglibyśmy więc postawić kropkę, gdyby ze snucia opowieści nie płynęła korzyść i przyjemność; a choć na kamieniu nagrobnym bez trudu pomieści się skrócona wersja ludzkiego życia w oprawie z mchu, szczegóły zawsze są mile widziane”. (s. 7)

Początek objawia się jako fragment filmu, bo czyż wielu reżyserów właśnie tak nie rozpoczyna swoich filmowych opowieści? Rzuca nam migawkę zakończenia, by od niego wyprowadzić całą historię z dbałością o szczegóły, które doprowadziły do takiego, a nie innego końca. Podobnie zrobił Nabokov, zainteresował nas, zaszczepił chęć poznania całej historii. Niektórym może się ona w tym momencie wydać banalna. Czytelnik odszukuje w myślach podobne historie i już wie jak się to potoczy. Jednak nic bardziej mylnego, bo zabawa dopiero się zaczyna.

Wydaje się, że Albinus ma wszystko czego może potrzebować człowiek w jego wieku. Jest bogaty, ma ustaloną pozycję społeczną, ludzie go szanują. Nie może też narzekać na rodzinne życie, ma kochającą żonę Elizabeth oraz córkę Irmę. W pewnym momencie jednak uznaje, że mimo miłości do żony, nie ma już między nimi tej namiętności, której potrzebuje. W tym właśnie momencie rozpoczyna się cała opowieść. Albinus poznaje młodą i głupiutką Margot, której wdzięk i uroda zachwyca go do tego stopnia, że porzuca dla niej swoją rodzinę i dotychczasowe życie. Choć nazywam Margot głupiutką, to jednak trzeba jej przyznać, że potrafiła rozkochać w sobie i wykorzystać dużo starszego od niej mężczyznę w taki sposób, by mieć z tego jak najwięcej korzyści. Albinus szczęśliwy z młodą kochanką, nie przewiduje jednak nadciągających wypadków. Na drodze jego szczęścia staje dawny kochanek Margot, który wraz nią knuje okropną intrygę, niszczącą jeszcze bardziej życie Albinusa. Tytuł książki w dalszym rozwoju sytuacji trzeba rozumieć dosłownie. Śmiech kochanków z oślepienia Albinusa jest jak najbardziej rzeczywisty. Najpierw jest to oślepienie miłością do Margot, a później dochodzi jeszcze ślepota fizyczna. Tą ostatnią „bliscy” głównego bohatera całkowicie wykorzystują, nie ukrywają się już ze swoją miłością, śmiejąc mu się w twarz. Wobec każdego z bohaterów książki czytelnik ma różne uczucia, które zmieniają się z każdym kolejnym epizodem. Jednego można być pewnym, wobec takich bohaterów nie można być w żaden sposób obojętnym.

Nabokov stworzył książkę idealną na scenariusz filmowy. Widać to w krótkich rozdziałach, licznych zmianach scenerii, plastycznym opisie tła i sytuacji. Powieści tej nie powinno się tylko czytać, ale traktować ją właśnie jak film, w którym treść odbieramy kilkoma zmysłami. Smaku dodaje język jakim posługuje się autor. Już od jakiegoś czasu nie czytało mi się żadnej książki, tak dobrze pod tym względem jak właśnie „Śmiechu w ciemności”.

Powieść Nabokova jest czytelniczą ucztą, wartą uwagi każdego czytelnika. Trzeba się nastawić na coś więcej niż śledzenie kolejnych wątków, by odkryć jej magię. Wydaje mi się także dobrą książką, na pierwsze spotkanie z prozą tego autora. Po „Lolicie”, której do końca dobrze nie odebrałam, teraz jestem zachwycona i już planuję lekturę kolejnych jego książek.



5,5/6

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza.

niedziela, 26 grudnia 2010

Stos świąteczny

Od dwóch (może nawet trzech) dni oglądam Wasze poświąteczne stosy, z braku własnych (choć jedna akurat jest świątecznym prezentem) pokazuje własne przedświąteczne/recenzyjne:



"Opowieści celtyckie", "Nasza klasa i co dalej", "Zakręty losu" i "Skaza" - książki do recenzji od wydawnictwa Novae Res.

"Malowany ptak" - do recenzji od wydawnictwa Albatros.

"Zasada trzech dni" - mój jedyny książkowy prezent świąteczny od W.

Ale pieniężne prezenty szybko mam zamiar zamienić na książki. Znak tradycyjnie mnie kusi jak co roku, bo mam wielką ochotę skompletować powieści Llosy, a do tego mam kod rabatowy... :)


Na zdjęciu nie ma, ale w wigilię pojawił się kurier z przesyłką od Merlina, w której był film "Paintball". Film obejrzany, ale prawdę mówiąc nie ma o czym pisać, więc recenzji nie będzie.

Related Posts with Thumbnails