
Tak jak zapowiadałam, wybrałam się na lubelskie targi książki i oczywiście zdam Wam relacje (choć nie bardzo jest z czego).
Targi odbyły się w dniach 3-4 grudnia w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie. Jako, że czas miałam ograniczony, to wybrałam się tylko na spotkanie z Marcinem Wrońskim, wcześniej zwiedzając galerie ze stoiskami wydawnictw.
Tak wyglądały właściwie całe targi z drzwi do galerii biblioteki. Oprócz stoiska Fabryki Słów nic mnie tam nie zainteresowało. Ale z Fabryką był inny problem, przez pół godziny mojego pobytu nawet przez chwile nikt nie pilnował ich stoiska, więc nawet nie można było porozmawiać ani kupić książki, choć miałam to w planach.
Jak widać lubelskie targi jeszcze nastawione są na promowanie lokalnych pisarzy, książek i wydawnictw. Choć słyszałam już zapowiedź, że mają zamiar rozszerzyć działalność i może zrobić coś na kształt ogólnopolskich? Hala na takie targi w Lublinie jest, więc miejsce nie byłoby problemem. Gorzej jak zwykle z organizacją pewnie.
Najważniejszym punktem wyjścia było jednak spotkanie z Marcinem Wrońskim. Zaopatrzona we własny egzemplarz "Officium Secretum. Pies Pański" stawiłam się przed 13 w Czytelni Zbiorów Specjalnych w oczekiwaniu na pisarza. Spotkanie prowadziła pani Ewa Hadrian, która była bardzo dobrze przygotowana. Ja nie czytając żadnej jego powieści nie zadawałam żadnych pytań, w ogóle publiczność nie była skora do rozmowy. Każdy jakby oczekiwał już tylko momentu krótkiej rozmowy z panem Wrońskim i autografu na swoim egzemplarzu. Niestety spotkanie się przedłużało, po 1,5h nie było widać jego końca, a mi mało brakowało by bus uciekł. Musiałam wyjść. Bez autografu niestety. Bardzo wtedy pożałowałam, że nie poprosiłam o wpis, gdy spotkałam pana Wrońskiego na sali.
Targom towarzyszyła wystawa "Kresy" w fotografii Henryka Poddębskiego.
Niestety nie zakupiłam żadnej książki, choć miałam ochotę na kilka pozycji z Fabryki.
Może następnym razem ci się uda dorwać autograf :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję :D podobno pana Wrońskiego często gdzieś u nas zapraszając więc jest nadzieja :)
OdpowiedzUsuńA ja bym chętnie wzieła udział w takich targach...
OdpowiedzUsuńRównież jak byłam na Wrocławskich Promocjach.. to też nie kupiłam książki;)
OdpowiedzUsuńOgólnie to wylądowałam tam niespodziewanie, i bez jakiegoś planu, więc w tym momencie nie spotkałam raczej nikogo, kogo chciałam ;P
Wybierałam się na lubelskie targi, ale grypa pokrzyżowała mi plany. Z tego co piszesz wynika, że straciłam niewiele.
OdpowiedzUsuńLubię kompetencję pani Hadrian, która w każdych okolicznościach wszelakich spotkań z książkami i książek tych autorami, znaleźć się umie, ciekawie prowadzi rozmowę i widać, że czyta - dużo i ze znajomością rzeczy. Poza tym: ma bardzo przyjemny dla ucha tembr głosu i nie cechuje się przesadną gestykulacją, co w kwestii opowieści o książkach jest wielkim atutem.
OdpowiedzUsuń@Lirael - właściwie niedużo straciłaś, chyba że bardzo by Cie interesowały książki z poszczególnych regionów Lubelszczyzny. Choć na spotkania warto było się wybrać.
OdpowiedzUsuń